Narada - opowiadanie Alekseja Berezina
Narada

Źródło: http://alex-aka-jj.livejournal.com/66984.html?page=6&cut_expand=1#cutid1
Autor: Алексей Березин
Tłumaczenie: Natasza Grosbart

We wtorek Petrow przyszedł na naradę. Tam mu wyjęto mózg, rozłożono na talerzyki i zaczęto jeść, mlaskając przy tym i wyrażając wszelakie zadowolenie. Szef Petrowa, Niedozajcew, zawczasu rozdał obecnym łyżeczki deserowe. I się zaczęło.

— Koledzy — mówi Morkowiewa — przed naszą organizacją postawiono zadanie na wielką skalę. Otrzymaliśmy do realizacji zamówienie, w ramach którego musimy narysować kilka czerwonych linii. Czy jesteście gotowi podjąć się tego wyzwania?

— Oczywiście — mówi Niedozajcew. Jest dyrektorem, i zawsze jest gotów podjąć się wyzwania, z którym będzie musiał się zmierzyć ktoś z zespołu. Jednak, natychmiast precyzuje: — Przecież potrafimy to zrobić?

Szef działu rysowania Sidoriachin pośpiesznie kiwa głową:

— Tak, jak najbardziej. Tu akurat mamy Petrowa, jest naszym najlepszym specjalistą od rysowania czerwonych linii. Specjalnie zaprosiliśmy go na naradę, żeby kompetentnie się wypowiedział na ten temat.

— Bardzo nam miło — mówi Morkowiewa. — Mnie wszyscy znacie. A to jest Lenoczka, specjalistka od projektowania graficznego w naszej organizacji.

Lenochka zalewa się rumieńcem i zmieszana uśmiecha się. Całkiem niedawno skończyła uczelnię ekonomiczną i z projektowaniem graficznym ma do czynienia tyle, co dziobak z projektowaniem sterowców.

— Tak więc — mówi Morkowiewa. — Musimy narysować siedem czerwonych linii. Wszystkie one powinny być dokładnie prostopadłe do siebie nawzajem i, oprócz tego, niektóre trzeba narysować w kolorze zielonym, a jeszcze niektóre - przezroczystym. Jak sądzicie, czy to realne?

— Nie — mówi Petrow.

— Proponuję nie śpieszyć się z odpowiedzią, Petrow — mówi Sidoriachin. — Mamy przed sobą zadanie, i należy je rozwiązać. Przecież jest pan profesjonalistą, Petrow. Niech pan nie daje nam powodu sądzić, że nie jest pan profesjonalistą.

— Widzi pan — wyjaśnia Petrow, — termin „czerwona linia” sugeruje, że kolor linii jest czerwony. Narysowanie czerwonej linii kolorem zielonym jest nie to, żeby niemożliwe, ale graniczy z niemożliwym…

— Petrow, ale co to znaczy „niemożliwe”? — pyta Sidoriachin.

— Ja po prostu nakreślam sytuację. Możliwe, że istnieją ludzie cierpiący na daltonizm, dla których rzeczywiście nie będzie miał znaczenia kolor linii, ale nie jestem pewien, czy grupa docelowa waszego projektu składa się wyłącznie z takich osób.

— Czyli, w zasadzie, jest to możliwe, czy dobrze pana zrozumieliśmy, Petrow? — pyta Morkowiewa.

Petrow uświadamia sobie, że przesadził z obrazowością.

— Powiem prościej — mówi — linię jako taką można narysować zupełnie dowolnym kolorem. Ale żeby wyszła czerwona linia, należy użyć tylko czerwonego koloru.

— Petrow, proszę nam nie mieszać w głowach. Dopiero co pan powiedział, że jest to możliwe.

Petrow bezgłośnie przeklina swoją gadatliwość.

— Nie, pani mnie niewłaściwie zrozumiała. Chciałem tylko powiedzieć, że w niektórych, skrajnie rzadkich przypadkach, kolor linii nie będzie miał znaczenia, ale nawet wtedy linia jednak nie będzie czerwona. Rozumie pani, nie będzie czerwona! Będzie zielona. A pani potrzebuje czerwonej.

Następuje chwila milczenia, podczas której wyraźnie słychać ciche natężone buczenie synaps.

— A co będzie jeżeli — olśniony swoim pomysłem, wypowiada Niedozajcew, — narysujemy je kolorem granatowym?

— Mimo wszystko się nie uda — kręci głową Petrow. — Jeśli narysujemy je kolorem granatowym – wyjdą linie granatowe.

Znowu cisza. Tym razem Petrow sam ją przerywa.

— I jeszcze jednego nie zrozumiałem … Co pani miała na myśli, mówiąc o liniach w kolorze przezroczystym?

Morkowiewa patrzy na niego pobłażliwie, jak dobra nauczycielka na nieradzącego sobie ucznia.

— No, jak by to panu wytłumaczyć?.. Petrow, czy naprawdę pan nie wie co to jest „przezroczysty”?

— Wiem.

— I co to jest „czerwona linia”, mam nadzieję, też nie trzeba panu tłumaczyć?

— Nie, nie trzeba.

— No właśnie. Proszę narysować nam czerwone linie w kolorze przezroczystym.

Petrow na sekundę nieruchomieje, obmyślając sytuację.

— I jak powinien wyglądać rezultat, czy byłaby pani łaskawa opisać? Jak pani to sobie wyobraża?

— Noooo, Petroooooow! — mówi Sidoriachin. — Niech pan nie zaczyna … Przedszkole tu mamy, czy co? Kto tu jest specjalistą od czerwonych linii, Morkowiewa czy pan?

— Ja po prostu próbuję uściślić szczegóły zadania …

— Ale cóż tu jest niejasne?... — wtrąca się do rozmowy Niedozajcew. — Przecież pan wie, co to jest czerwona linia?

— Tak, ale …

— I co oznacza „przezroczysty” też jest jasne?

— Oczywiście, ale …

— To co w takim razie mamy panu wyjaśnić? Petrow, proponuję nie zniżać się do nieproduktywnych dyskusji. Mamy zadanie, zadanie ścisłe i jasne. Jeśli ma pan konkretne pytania, proszę pytać.

— Przecież jest pan profesjonalistą — dodaje Sidoriachin.

— Dobra — poddaje się Petrow. — Mniejsza o kolor. Ale macie tam jeszcze coś z prostopadłością?...

— Tak — skwapliwie potwierdza Morkowiewa. — Siedem linii, wszystkie ściśle prostopadłe.

— Prostopadłe do czego? — precyzuje Petrow.

Morkowiewa zaczyna przeglądać swoje papiery.

— Eeee — mówi wreszcie — No, tak jak by … Do wszystkiego. Do siebie nawzajem. Albo, jakoś tak… Nie wiem. Myślałam, że to pan wie, jakie bywają prostopadłe linie — znajduje w końcu wyjście z sytuacji.

— No pewnie, że wie — macha rękoma Sidoriachin. — Jesteśmy profesjonalistami w końcu czy nie jesteśmy?...

— Prostopadłe mogą być dwie linie — cierpliwie wyjaśnia Petrow. — Wszystkie siedem jednocześnie prostopadłe do siebie nawzajem być nie mogą. To jest geometria, 6 klasa.

Morkowiewa potrząsa głową, przeganiając majaczące widmo dawno zapomnianego programu szkolnego. Niedozajcew uderza dłonią w stół:

— Petrow, spróbujmy bez takich: «6 klasa, 6 klasa». Spróbujmy być grzeczni w stosunku do siebie. Nie róbmy złośliwych aluzji i nie zniżajmy się do inwektyw. Postawmy na konstruktywny dialog. Przecież tu nie siedzą idioci.

— Też tak uważam — mówi Sidoriachin.

Petrow przesuwa do siebie kartkę papieru.

— Dobrze — mówi. — Pozwólcie, że wam to narysuję. Oto linia. Таk?

Morkowiewa twierdząco kiwa głową.

— Rysujemy drugą … — mówi Petrow — Czy jest prostopadła do pierwszej?

— Hmmmm…

— Tak, jest prostopadła.

— No widzi pan! — radośnie wykrzykuje Morkowiewa.

— Proszę poczekać, to nie koniec. Teraz rysujemy trzecią … Czy jest prostopadła do pierwszej linii?..

Wszyscy w zamyśleniu milczą. Nie doczekawszy się odpowiedzi, Petrow odpowiada sam:

— Tak, jest prostopadła do pierwszej linii. Ale drugiej linii nie przecina. W stosunku do drugiej linii jest ona równoległa.

Zapada cisza. Potem Morkowiewa wstaje ze swojego miejsca, i obchodząc stół dookoła, podchodzi do Petrowa z tyłu, zaglądając mu przez ramię.

— No… — niepewnie wymawia — Chyba, tak.

— Oto właśnie chodzi — mówi Petrow, dążąc do umocnienia osiągniętego sukcesu. — Dopóki linie są dwie, mogą one być prostopadłe. Jak tylko ich liczba się zwiększa…

— Czy mogę długopis? — pyta Morkowiewa.

Petrow oddaje długopis. Morkowiewa ostrożnie kreśli kilka niepewnych linii.

— A jeśli zrobimy tak?..

Petrow wzdycha.

— To się nazywa trójkąt. Nie, to nie są prostopadłe linie. Oprócz tego, jest ich trzy, a nie siedem.

Morkowiewa zaciska usta.

— A dlaczego są one granatowe? — nagle pyta Niedozajcew.

— No właśnie —wtóruje mu Sidoriachin. — Sam się chciałem o to zapytać.

Petrow kilka razy mruga, studiując rysunek.

— Mam granatowy długopis — mówi wreszcie. — Przecież po prostu chciałem zademonstrować …

— No to może o to właśnie chodzi? — niecierpliwie przerywa mu Niedozajcew tonem człowieka, który dopiero co zrozumiał skomplikowaną koncepcję i spieszy się podzielić nią z otoczeniem, póki nie zgubił wątku — pan ma granatowe linie. Niech pan narysuje czerwone, i wtedy zobaczymy, co z tego wyjdzie.

— Wyjdzie to samo — z przekonaniem mówi Petrow.

— No, ale jak to to samo? — mówi Niedozajcew — Jak może pan być tak pewny, skoro nawet pan nie spróbował? Niech pan narysuje czerwone, to zobaczymy.

— Nie mam ze sobą czerwonego długopisu — przyznaje się Petrow. — Ale mogę z całkowitą…

— To czemu się pan nie przygotował — z wyrzutem mówi Sidoriachin — Przecież wiedział pan, że będzie zebranie…

— Z absolutną pewnością mogę wam powiedzieć — z rozpaczą mówi Petrow — że w kolorze czerwonym wyjdzie dokładnie to samo.

— Przecież sam pan poprzednio mówił — nie odpuszcza Sidoriachin — że rysować czerwone linie trzeba kolorem czerwonym. Nawet zapisałem to sobie. A teraz pan rysuje je granatowym długopisem. Czy to są czerwone linie według pana?

— No właśnie — zauważa Niedozajcew. — Przecież jeszcze się pytałem pana o kolor granatowy. Co mi pan odpowiedział?

Petrowa znienacka ratuje Lenoczka, która z zainteresowaniem studiuje jego rysunek ze swojego miejsca.

— Wydaje mi się, że rozumiem — mówi. — Przecież pan teraz nie o kolorze mówi, prawda? To przecież pan o tej, no właśnie, jak pan ją nazywa? Prosto-cośtam-cośtam?

— Prostopadłość linii, tak — wdzięcznie odzywa się Petrow. — Ona z kolorem linii w żaden sposób nie jest powiązana.

— Tak, teraz namieszał mi pan w głowie ostatecznie — mówi Niedozajcew, przenosząc wzrok z jednego uczestnika zebrania na drugiego. — To z czym mamy problem? Z kolorem czy z prostopadłością?

Morkowiewa wydaje dźwięki świadczące o zakłopotaniu i kręci głową. Ona też się pogubiła.

— Z jednym i z drugim — cicho mówi Petrow.

— Nic nie mogę zrozumieć — mówi Niedozajcew, oglądając uważnie swoje splecione dłonie. — Oto jest zadanie. Potrzebujemy tylko siedem czerwonych linii. Rozumiem, żeby ich było dwadzieścia!.. Ale tutaj jest tylko siedem. Zadanie jest proste. Nasi klienci chcą siedem prostopadłych linii. Dobrze mówię?

Morkowiewa kiwa głową.

— I Sidoriachin tu też nie widzi problemu — mówi Niedozajcew. — Mam rację, Sidoriachin?.. No właśnie. To co nam przeszkadza w wykonaniu tego zadania?

— Geometria — z westchnieniem mówi Petrow.

— Ależ niech pan po prostu nie zwraca na nią uwagi i tyle! — wypowiada Morkowiewa.

Petrow milczy, zbierając myśli. W jego mózgu rodzą się jedna po drugiej barwne metafory, które pozwoliłyby wyjaśnić otoczeniu surrealizm sytuacji, ale jak na złość, wszystkie one, ubrane w słowa, niezmiennie zaczynają się od słowa „Kurwa”, zupełnie nie pasującego do rozmowy biznesowej.

Nie doczekawszy się odpowiedzi, Niedozajcew mowi:

— Petrow, niech pan odpowie bez owijania w bawełnę – może pan to zrobić czy nie może? Ja rozumiem, że jest pan specjalistą o wąskim profilu i nie widzi pan ogólnego obrazu. Ale przecież to nie jest skomplikowane – narysować jakieś 7 linii? Omawiamy już dwie godziny jakąś bzdurę, i w żaden sposób nie możemy znaleźć rozwiązania.

— Dokładnie. — mówi Sidoriachin. — Pan tu tylko krytykuje i mówi: „Niemożliwe! Niemożliwe!” Niech pan nam zaproponuje swoje rozwiązanie problemu! Bo krytykować i głupi może, przepraszam za wyrażenie. Przecież jest pan profesjonalistą!

Petrow rzecze zmęczony:

— Dobrze. Umówmy się, że narysuję wam dwie stuprocentowo prostopadłe czerwone linie, a pozostałe narysuję przezroczystym kolorem. Będą przezroczyste, i nie będzie ich widać, ale ja je narysuję. To wam pasuje?

— To nam pasuje? — odwraca się Morkowiewa do Lenoczki. — Tak, to nam pasuje.

— Tylko jeszcze chociaż parę w zielonym kolorze, — dodaje Lenochka. — I jeszcze mam takie pytanie, mogę?

— Tak, — martwym głosem pozwala Petrow.

— Można jedną linię nakreślić w postaci kotka?

Petrow milczy kilka sekund, a potem dopytuje:

— Że słucham?

— No w postaci kotka. Koteczka. Nasi użytkownicy lubią zwierzątka. Byłoby bardzo fajnie …

— Nie, — mówi Petrow.

— A dlaczego?

— Nie, oczywiście mogę narysować wam kota. Nie jestem malarzem, ale mogę spróbować. Tylko to już nie będzie linia. To będzie kot. Linia i kot – to są różne rzeczy.

— Kotek, — precyzuje Morkowiewa. — Nie kot, a kotek, taki maleńki, milutki. Koty są …

— To bez różnicy, — kręci głową Petrow.

— Zupełnie się nie da, tak?.. — z rozczarowaniem pyta się Lenochka.

— Petrow, niech pan chociaż wysłucha do końca, — z rozdrażnieniem mówi Niedozajcew. — Nie wysłuchał pan, a już pan mówi „Nie”.

— Zrozumiałem myśl, — nie podnosząc oczu od stołu mowi Petrow. — Narysowanie linii w postaci kotka nie jest możliwe.

— No i dobra, nie trzeba, — pozwala Lenoczka. — A ptaszka też się nie da narysować?

Petrow bez słowa podnosi na nią wzrok i Lenoczka wszystko rozumie.

— No i dobra, nie trzeba, — znowu powtarza ona.

Niedozajcew kilkakrotnie uderza dłonią w stół.

— Tak więc na czym stanęliśmy? Co robimy?

— Siedem czerwonych linii, — mówi Morkowiewa. — Dwie w kolorze czerwonym i dwie zielone, a pozostałe przezroczyste. Tak? Czy prawidłowo zrozumiałam?

— Tak, — potwierdza Sidoriachin wcześniej niż Petrow zdąża otworzyć usta.

Niedozajcew z satysfakcją kiwa głową.

— No i wspaniale … Czyli w takim razie to wszystko, koledzy?.. Rozchodzimy się?.. Są jeszcze pytania?..

— Oj, — przypomina sobie Lenoczka. — Mamy jeszcze czerwony balonik! Proszę powiedzieć, czy może go pan nadmuchać?

— Właśnie, a propos, — mówi Morkowiewa. — Omówmy to też od razu, żeby dwa razy się nie spotykać.

— Petrow, — odwraca się Niedozajcew do Petrowa. — Czy możemy to zrobić?

— A co ja mam wspólnego z balonikiem? — ze zdziwieniem pyta się Petrow.

— Jest czerwony, — wyjaśnia Lenoczka.

Petrow bezmyślnie milczy, końcówki jego palców podrygują.

— Petrow, — nerwowo dopytuje się Niedozajcew. — Tak więc może pan to zrobić czy nie może? Przecież to jest proste pytanie.

— No... — ostrożnie mówi Petrow, — w zasadzie oczywiście mogę, ale …

— Dobrze, — kiwa Niedozajcew. — Niech pan podjedzie do nich, nadmucha. Delegację, jeśli trzeba będzie, wypiszemy.

— Jutro można? — pyta Morkowiewa.

— Oczywiście, — odpowiada Niedozajcew. — Myślę, że nie będzie problemu … I jak, teraz mamy wszystko?.. Wspaniale. Wydajnie popracowaliśmy … Wszystkim dziękuję i do widzenia!

Petrow kilka razy mruga, żeby powrocić do objektywnej realności, potem wstaje i powoli zmierza do wyjścia. Przy samym wyjściu dogania go Lenoczka.

— A można pana jeszcze o coś poprosić? — rumieniąc się mowi ona. — Kiedy pan będzie nadmuchiwal balonik… Czy może pan nadmuchać go w kształcie kotka?..

Petrow wzdycha.

— Mogę wszystko, — mówi. — Mogę absolutnie wszystko. Jestem profesjonalistą.